Generatywna AI w zamówieniach publicznych. Czego uczą błędne wyjaśnienia wykonawców

Generatywna sztuczna inteligencja coraz częściej trafia do pracy wykonawców, kancelarii, doradców i zespołów przygotowujących dokumentację w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego. Może pomagać w porządkowaniu wymagań, analizie specyfikacji, tworzeniu projektów wyjaśnień albo redagowaniu odpowiedzi na wezwania zamawiającego. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygenerowany tekst zostaje potraktowany jak gotowa analiza prawna, choć zawiera nieistniejące przepisy, błędne interpretacje albo argumenty, które tylko pozornie odnoszą się do przedmiotu postępowania.

W zamówieniach publicznych konsekwencje takiego błędu mogą być poważne. Wykonawca nie składa luźnej opinii, lecz dokument, który może wpływać na ocenę jego oferty, wybór najkorzystniejszej propozycji albo wynik odwołania. Profesjonalny język nie chroni przed skutkami nierzetelnej treści, a powołanie się na użycie AI nie zwalnia z odpowiedzialności za złożone wyjaśnienia.

Zamawiający ocenia treść, a nie sposób jej powstania

Z punktu widzenia zamawiającego najważniejsze nie jest to, czy wykonawca korzystał ze sztucznej inteligencji. Znaczenie ma prawdziwość informacji, poprawność podstaw prawnych, adekwatność argumentacji i zgodność wyjaśnień z dokumentacją postępowania.

Ustalenie, czy konkretny fragment został wygenerowany przez model językowy, jest zwykle niemożliwe albo niepewne. Styl nie stanowi wystarczającego dowodu, a automatyczne narzędzia do wykrywania tekstów AI mogą się mylić. Zamawiający nie powinien więc budować oceny na podejrzeniu technologicznym. Powinien sprawdzić, czy wyjaśnienia mają oparcie w faktach, przepisach i dokumentach.

Takie podejście jest zgodne z podstawową logiką postępowania. Jeżeli wykonawca powołuje określony przepis, musi on istnieć i mieć znaczenie dla sprawy. Jeżeli przywołuje orzeczenie, powinno być możliwe jego zweryfikowanie. Jeżeli przedstawia wyliczenia, muszą odpowiadać danym zawartym w ofercie. Nie ma znaczenia, czy błąd powstał podczas pracy człowieka, czy został wygenerowany przez system. Dokument pozostaje stanowiskiem wykonawcy.

Opisane w publikacji postępowania przed Krajową Izbą Odwoławczą dobrze pokazują tę zasadę. Problemem nie było samo podejrzenie użycia AI, lecz fakt, że wyjaśnienia zawierały nieistniejące interpretacje, błędne podstawy prawne i argumentację niedostosowaną do przedmiotu zamówienia. KIO oceniała więc treść oraz jej znaczenie procesowe, nie próbując ustalać, z jakiego narzędzia skorzystał autor dokumentu.

To ważny sygnał dla rynku. Generatywna AI nie tworzy odrębnej kategorii dokumentów, które można oceniać łagodniej. Jeżeli tekst wygląda profesjonalnie, ale jest normatywnie fałszywy, jego forma nie poprawia jego wartości.

Profesjonalny uczestnik musi zachować należytą staranność

Wykonawca biorący udział w postępowaniu działa jako profesjonalista. Oczekuje się od niego staranności wyższej niż od osoby przypadkowo korzystającej z ogólnodostępnego narzędzia. Dotyczy to zarówno danych technicznych i finansowych, jak i argumentacji prawnej.

Jeżeli zespół wykonawcy używa AI do przygotowania projektu pisma, wynik powinien być traktowany jak szkic roboczy. Każde twierdzenie mające znaczenie dla sprawy wymaga sprawdzenia w źródłach. Nie wystarczy przeczytać tekst i uznać, że brzmi logicznie. Modele językowe potrafią tworzyć wypowiedzi spójne, ale nie gwarantują prawdziwości wskazanych podstaw, aktualności stanu prawnego ani adekwatności argumentu.

Ryzyko rośnie szczególnie wtedy, gdy użytkownik zleca systemowi przygotowanie odpowiedzi na bardzo szczegółowe wezwanie zamawiającego, a następnie ogranicza weryfikację do korekty językowej. W takim modelu AI zaczyna nie tylko porządkować treść, ale faktycznie tworzyć stanowisko prawne wykonawcy.

Odpowiedzialność nie może zostać przerzucona na pracownika, podwykonawcę, kancelarię ani dostawcę narzędzia. To wykonawca składa dokument i ponosi skutki jego treści. Jeżeli korzysta z zewnętrznego wsparcia, powinien odpowiednio zorganizować proces kontroli.

Błąd może wyglądać wiarygodnie

Największym zagrożeniem generatywnej AI nie jest chaotyczny, łatwy do rozpoznania tekst. Znacznie bardziej niebezpieczna jest odpowiedź, która brzmi przekonująco, posługuje się poprawnym stylem i tworzy wrażenie kompletnej argumentacji.

Model może połączyć rzeczywiste pojęcia prawne w nieprawidłowy wniosek. Może przytoczyć podobnie brzmiący przepis, ale z innego aktu. Może nadać ogólnej zasadzie znaczenie, którego nie ma ona w konkretnym postępowaniu. Może również stworzyć sygnaturę przypominającą prawdziwe orzeczenie.

W zamówieniach publicznych taki błąd jest szczególnie groźny, ponieważ postępowania opierają się na precyzji. Różnica między przepisem właściwym a podobnym, ale nieadekwatnym, może przesądzić o ocenie argumentacji. To samo dotyczy warunków udziału, terminów, zasad wyjaśniania oferty czy przesłanek odrzucenia.

Dlatego profesjonalna forma powinna zwiększać ostrożność, a nie obniżać ją. Im bardziej stanowczy i kompletny jest tekst, tym ważniejsze jest sprawdzenie, czy jego pewność ma rzeczywiste podstawy.

AI po stronie zamawiającego również wymaga kontroli

Ryzyko nie dotyczy wyłącznie wykonawców. Zamawiający także mogą używać AI do porządkowania ofert, streszczania dokumentów, wykrywania rozbieżności albo przygotowywania projektów wezwań.

Takie wykorzystanie może usprawniać pracę, ale nie powinno prowadzić do automatycznego formułowania ocen procesowych. System może wskazać, że dokumenty są niespójne, ale to człowiek powinien ocenić znaczenie tej niespójności. Może przygotować streszczenie wyjaśnień, ale nie powinien samodzielnie przesądzać, czy są wystarczające. Może pomóc wyszukać brak, ale nie może bez kontroli decydować o odrzuceniu oferty.

Szczególnie niebezpieczny byłby model, w którym AI wykonawcy generuje rozbudowane wyjaśnienia, a AI zamawiającego automatycznie je analizuje i klasyfikuje. Wtedy błędny lub nadmiernie sformalizowany tekst może zostać oceniony przez drugi system bez rzeczywistego udziału człowieka. Powstaje zamknięta pętla, w której obie strony formalnie uczestniczą w postępowaniu, ale kluczowe elementy komunikacji są filtrowane przez algorytmy.

Taki proces może zachować pozory staranności, a jednocześnie ograniczyć rzeczywistą ocenę prawną. Dlatego po stronie zamawiającego niezbędny jest dostęp do materiału źródłowego, możliwość zakwestionowania wyniku i jasne przypisanie odpowiedzialności za końcową ocenę.

Jak powinien wyglądać bezpieczny proces

Organizacja korzystająca z AI przy przygotowywaniu dokumentów do postępowań powinna jasno określić, do czego narzędzie może służyć. Inaczej należy traktować pomoc w uporządkowaniu struktury pisma, a inaczej generowanie argumentacji prawnej lub interpretacji dokumentacji.

Każdy dokument o znaczeniu procesowym powinien przejść weryfikację merytoryczną. Osoba zatwierdzająca musi sprawdzić przepisy, orzeczenia, dane liczbowe, zgodność z ofertą i związek argumentów z treścią wezwania. Powinna również rozumieć cały dokument, a nie jedynie zaakceptować wersję przygotowaną przez system.

Warto także zachować informację o zakresie użycia AI. Nie po to, by tworzyć rozbudowaną biurokrację, lecz aby można było ustalić, które elementy powstały automatycznie i kto je sprawdzał. W razie błędu pozwala to zidentyfikować słaby punkt procesu.

Po stronie zamawiającego podobna zasada powinna dotyczyć automatycznych analiz ofert i wyjaśnień. AI może wspierać pracownika, ale nie powinna zastępować oceny, która prowadzi do skutków prawnych wobec wykonawcy.

Klasyczne zasady nadal są najważniejsze

Generatywna sztuczna inteligencja wprowadza nowe ryzyko, ale nie unieważnia podstawowych reguł zamówień publicznych. Rzetelność, należyta staranność, odpowiedzialność za treść i możliwość weryfikacji nadal pozostają kluczowe.

Nie trzeba udowadniać, że dokument został napisany przez AI, aby ocenić go jako nierzetelny. Nie trzeba też tworzyć osobnej sankcji za „halucynację modelu”, jeżeli błędna treść już teraz podlega ocenie według obowiązujących zasad.

Największym problemem nie jest więc samo korzystanie z technologii. Jest nim rezygnacja z weryfikacji tylko dlatego, że wynik wygląda profesjonalnie.

AI może pomóc szybciej przygotować materiał. Nie może jednak zastąpić odpowiedzialnej oceny człowieka. W zamówieniach publicznych błędna podstawa prawna pozostaje błędna niezależnie od tego, czy wymyślił ją pracownik, doradca czy model językowy.

Artykuł opracowany na podstawie wspólnej publikacji Natalii Madej i Bartłomieja Wilka poświęconej etycznym i prawnym granicom stosowania sztucznej inteligencji w administracji publicznej.

Porozmawiajmy o dostępności Twojej strony

Opisz stronę i zakres potrzebnego wsparcia.

Przejdź do kontaktu